Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autostop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autostop. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Bijemy rekordy: Dubrovnik-Wrocław w 38h hell yeah :D

Ależ ostatnio długie przestoje wychodzą pomiędzy kolejnymi notkami - skargi, wnioski, zażalenia kierować do mojej uczelni ;) Przez ostatnie tygodnie udało mi się jednak stworzyć stronę internetową przychodni medycznej, zbadać dlaczego dzieci mają adhd, poznać działanie wielu urządzeń medycznych i dowiedzieć się co wchodzi w skład mojej przyszłej wypłaty także z czystym sumieniem mogę zabrać się za ostatnią część opowieści dziwnych treści czyli historię o tym jak dwa rudzielce dotarły z Dubrovnika do Wrocławia! :)

2 maja

05:30 - dlaczego ten budzik tak głośno dzwoni? Za jakie grzechy?! Po wyjściu z namiotu odkrywam, że po wczorajszej imprezie namiot jest złamany w jednym miejscu - ehh dziękuje bardzo nieznajomi... Obiecanej ciepłej wody w prysznicach też brak. Ja chcę jeszcze spaaaaać!

07:15 - Zwarte i gotowe po raz ostatni spoglądamy na ośrodek. Ośrodek pełen świrniętych ludzi odsypiających imprezę z poprzedniego dnia ;) My nie mamy takiego luksusu - czas ruszać! Po drodze zabieramy jakieś kartony by chwilę później stać w pełnym słońcu na przystanku autobusowym zastanawiając się jak długo tym razem będzie trzeba czekać.

07:38 - Nie tak znowu długo! Mamy szczęście od samego rana :) Starsza Niemka mieszkająca od kilkunastu lat w Dubrovniku zabiera nas do Dubrovnika w miejsce skąd powinno nam się dobrze łapać. No to jesteśmy jakieś 10km bliżej celu - hurraaaaay :D

Kilkanaście minut później... nie, nie mamy stopa! Mamy za to towarzystwo: 3 chłopaków i 1 dziewczyna. Łapiemy grupkami po 3 osoby już dobrą chwilę kiedy to nagle zatrzymuje się przed nami... autokar! Do tego pusty! Może drogę pomylił albo chce nam taki żarcik zrobić? ;) O dziwo nie... Okazuje się, że pan kierowca z chęcią nas weźmie, bo akurat jedzie do Zagrzebia (a stamtąd gdzieś do Włoch) - can you believe that? Mamy naprawdę duuużo szczęścia!! 



09:20 - Wsiadamy do autokaru i zostajemy poczęstowani piwem - nie ma jak zdrowe śniadanie :D Kierowca ma tylko jedno zastrzeżenie: musimy wysiąść na granicy Bośniackiej ale on na nas poczeka i zabierze nas dalej. Pogrążeni w euforii zajmujemy się snuciem planów na dalsze etapy podróży rozmowę z kierowcą odkładając na później - jakoś nikomu nie chce się rozmawiać po angielsku, bo przecież mamy duuużo czasu - jeszcze się z kierowca nagadamy. O naiwności!

10:20  - Granica Bośniacka czyli wysiadka! Wyciągamy bagaże i po raz kolejny upewniamy się czy kierowca na nas zaczeka w odpowiedzi dostajemy tylko enigmatyczne "jeśli się pospieszycie". Hmmm wcześniej było jakoś milej.... No nic lecimy jak na złamanie karku do odprawy celnej jednak nim pierwsza osoba zostaje przepuszczona autokar odjeżdża w siną dal :o Jesteśmy w lekkim szoku - przecież kierowca był taaaaaki miły! Może odjechał tylko kawałek? Może tylko do najbliższej stacji benzynowej?  Może tu nie można stawać? Na pewno tak jest! Zakładamy więc plecaki i zaczynamy szybki marsz, bo przecież mieliśmy się pospieszyć. Po przejściu jakichś 2-3km i dotarciu do najbliższego baru ulatują z nas resztki nadziei. Po czymś takim nie mamy nawet siły się uśmiechać, żeby łapać stopa - jest nas 8 osób więc szanse na złapanie czegoś tak liczną grupą są nikłe.Z sytuacji lekko podbramkowej ratuje nas dwóch Bośniaków którzy  oferują nam podwózkę - problem w tym, że nie za darmo... Chcą za to 10e za 4 osoby - czyli 2,5e od łepka. Decydujemy, że chyba nie zbiedniejmy od tej horrendalnej kwoty ;) więc rozdzielamy się na dwa samochody i jedziemy!



11:20 - Takim oto sposobem lądujemy z powrotem po stronie Chorwackiej. Para która z nami jechała chwilowo odpoczywa więc my z Olą łapiemy - o dziwo udaje nam się dość szybko. 

11:34 - Króciutka trasa spod granicy do Opuzen z dwoma miłymi Chorwatkami które jadą do Bośni w  stronę Metkovic. Jedna z Chorwatek słysząc naszą opowieść o Metkovic stwierdza, że tam nigdy nie dało złapać się do stopa do Dubrovnika - tyle to już wiemy :D Opowiada nam też, że za młodu zwiedzała całe Bałkany stopem, bo wtedy taki sposób podróżowania był popularny, nie to co dzisiaj... Żegnamy się o 11:50 by w ciągu niespełna 15minut złapać kolejnego stopa. Niestety znów udaje nam się podjechać tylko kilkanaście kilometrów - ale lepsze to niż nic. Zegarek wskazuje 12:30 kiedy wysiadamy w Ploce.

13:00 - Zatrzymuje się mały samochód dostawczy z dwójką Chorwatów... Nie jestem zbyt przekonana ale pytam dokąd jadą... - do Splitu. No o-kej... a znajdą się 2 miejsca? Tak oczywiście... Co prawda z przodu widzę tylko 3 miejsca w tym 2 zajęte ale wciąż naiwnie wierzę, że z tyłu również są miejsca... Siadam na jednym siedzeniu i za chwilę dociera do mnie, że miejsc z tyłu wcale nie ma... Jakoś w czwórkę usadawiamy się z przodu i zaczynamy naszą najdziwniejszą podróż podczas której na pewno przybyło mi trochę siwych włosów ;) No bo kto wsiada no samochodu z dwójką facetów którzy co chwila mówią coś do siebie po Chorwacku i co rusz się z czegoś śmieją?! Teraz jestem pewna, że śmiali się z naszego przerażenia ale wtedy to nie było takie oczywiste a moja nadzwyczaj bujna wyobraźnia podpowiadała mi różne scenariusze ;) Po drodze wpatruje się we wszystkie znaki jak nigdy wcześniej i rzeczywiście wynika z nich, że poruszamy się w kierunku Splitu - może jednak nie będzie tak źle i uda nam się dojechać tam tak jak panowie obiecali? ;) Plusem tej podróży jest to, że jedziemy bardzo ładną drogą położoną w górach po lewej stronie mając nieustannie niesamowity widok na morze! Gdy w końcu docieramy do Splitu zatrzymujemy się jeszcze w kilku sklepach, bo nasi kierowcy muszą coś rozładować ze swojego dostawczaka i w końcu po ok. 2,5h docieramy na miejsce gdzie musimy się pożegnać. Grzecznie dziękujemy i w końcu mogę odetchnąć z ulgą - uffffff :D

Zdjęć widoków nie mam to będzie mapka ! :D

16:00 - Jesteśmy w Splicie - wszystko super, fajnie no ale co dalej? Gdzie jest autostrada? Albo dobry punkt do łapania stopa? Oli udaje się rozgryźć tą zagadkę tuż po tym jak podjeżdżamy śmiesznym starym trabancikiem czy innym gracikiem bliżej centrum - no i okazuje się, że musimy wrócić w poprzednie miejsce więc rozpoczynamy spacerek - w końcu trzeba spalić to piwo co było na śniadanie :D Na najbliższej stacji benzynowej nie mamy zbyt wiele szczęścia, bo tankują się tu głównie lokalni kierowcy nie wybierający się w stronę autostrady... W końcu jednak pomagają nam dwaj Chorwaci i tym sposobem o godzinie 17:50 docieramy na autostradę by przekonać się, że jest już tam od groma i ciut ciut ASRowców - no to klops! Nie chcę być marudą ani pesymistką ale w takich warunkach to na pewno nic nie złapiemy do wieczora... nawet do rana będzie ciężko. Głupio tak od razu się poddać więc wraz z innymi dzielnie próbujemy coś złapać jednak kierowcy tylko nam wesoło machają bojąc się zatrzymać - no tak toż to strach się zatrzymać w obawie przed napadem chmary autostopowiczów ;) Mija nas bardzo dużo Polskich samochodów wracających z majówki ale rodacy się do nas nie przyznają - ehh nie wiedzą co to dobra zabawa :D

19:30 - Podejmujemy z Olą męską decyzje: wracamy do Splitu... Pojedziemy do Zagrzebia pociągiem albo autobusem! Przenosimy się na drugą stronę autostrady - mijający nas kierowcy muszą pewnie myśleć, że coś nam się pomyliło, bo stoimy samotnie po jednej stronie podczas gdy pozostała 15 osób próbuję łapać z drugiej strony. ASRowców ciągle przybywa...

19:50 - No i udaje nam się wydostać z pechowej autostrady. Zabiera nas Chorwat w średnim wieku, który przez całą drogę stara nam się wytłumaczyć czym się zajmuje wciąż powtarzając jedno bardzo ważne słowo (zapomniałam już jakie :o) i próbując je wyjaśnić na tysiąc sposobów - bez skutku zresztą. I tak przez całe 20 minut :D To naprawdę musiało być ważne słowo - słowo klucz ;) Kierowca podwozi nas pod sam dworzec - no tak dzięki temu ma więcej czasu na wytłumaczenie nam magicznego słowa hahaha :D

Autobus mamy o 23:59 więc pomimo odcisków na stopach (w moim przypadku) i ogólnego zmęczenia postanawiamy ruszyć w miasto - co by móc potem powiedzieć "byłyśmy w Splicie" ;) Kiedy ludzie z miasta dowiadują się o naszym przybyciu urządzają dla nas pokazy lokalnych tańców hahaha :D




Mój aparat nie radzi sobie ze zdjęciami po zmierzchu :o
23:59 - Usadawiamy się wygodnie w autobusie, zawijamy w śpiwory i.. zzZZZzzZZ

3 maja

05:00 - Pobudka, pobudka, wstać - witamy w stolicy! Tylko dlaczego tak szybko!? Wyjątkowo się nie wyspałam i oczy mi się zamykają jak tylko siedzę gdzieś dłużej niż minutę co zostaje wykorzystane przez Olę do robienia mi głupich zdjęć podczas oczekiwania na darmowy autobus do centrum handlowego przy autostradzie ;)

09:00 - Niestety autobus o 8mej nam uciekł ze względu na złe informacje dotyczące lokalizacji przystanku... Na szczęście przy kolejnym przyjeździe autobusu jesteśmy mądrzejsze dzięki czemu o 9:30 lądujemy w miejscu polecanym na Hitchwiki do łapania stopa - West Gate Shopping Center.

Przypomina mi się, że mijałyśmy to centrum jadąc z Anią spod granicy. Obok centrum przebiega autostrada ale nijak nie da się na nią dostać... Nie dość, że jesteśmy po złej stronie to na domiar złego wzdłuż autostrady biegnie ogrodzenie... Po dłuższym spacerze, przedzieraniu się przez jakieś pola i krzaki i wreszcie przejściu przez płot (co dla mnie grzecznego dziecka nie skaczącego nigdy po drzewach było nie lada wyzwaniem ;)) znajdujemy się wreszcie na upragnionej autostradzie! :)

Nie chcąc łamać prawa ustawiamy się za znakiem oznaczającym autostradę co natychmiast zostaje zauważone przez służby drogowe, którym nasz pomysł nie przypada do gustu - mówią nam, żebyśmy poszli na bramki czyli w zasadzie na teren autostrady gdzie od początku chciałyśmy stać ale nie chciałyśmy załapać mandatu ;) Jak dobrze mieć pozwolenie na stanie tam - w końcu samochody i tak musza tam zwolnić w celu pobrania biletu! Przystrojeni w Polską flagę czekamy może z 15 minut i okazuje się, że mamy duuuuużo szczęścia, bo para z dzieckiem która się zatrzymała jedzie wprost do Wrocławia! :) Mimo wszystko staramy się za bardzo nie ekscytować w pamięci wciąż mając "nasz autokar". Dziesięciogodzinna podróż mija nam głównie na zabawach z 8letnią Nicole - no tak byłe au parki w końcu znalazły sobie ciekawe zajęcie :D

W podziękowaniu za tak długiego stopa i miłą atmosferę kupujemy dla Nicole maskotkę HelloKitty a rodzicom wręczamy pocztówkę na pamiątkę. Młoda będzie mogła się chwalić w szkole swoją przygodą z autostopowiczami (w drodze do Chorwacji również jechała z ASRowcami) i przez jakiś czas będzie nas pamiętać :)

A tak wyglądały moje buty na koniec podróży :o 

A w pierwszą stronę było 1671,5km i 63h:09min - jest postęp :D

czwartek, 30 maja 2013

Dubrovnik - fotorelacja :)

Dzisiaj będzie zdjęciowo bo na studiach wciąż powtarzają mi, że jeden obrazek wyraża więcej niż tysiąc słów - to prawie tak jak rafaello :D

Plaża w Kupari
VICTORY! :)
Kupari

Do Dubrovnika oczywiście dostałyśmy się stopem - a jak! :D Miałyśmy szczęście, bo czekałyśmy ok. 15 minut i zatrzymał się starszy Chorwat, który chwilę później powiedział nam, że nie pamięta kiedy ostatni raz wziął autostopowiczów (później doszedł do wniosku, że było to jakieś 15 lat temu! :o). Sympatyczny pan podwiózł nas do nowej części miasta po drodze stwierdzając, że nie wyglądamy jak typowe nerdy - no tak typowy nerd nie jest rudzielcem płci żeńskiej :D


Hipsterowe zdjęcie trampek by Ola musi być! :D

Los mandarinkos czyli to co tygryski lubią najbardziej ;)


Do starego miasta dostałyśmy się spacerkiem - z górki, pod górkę, z górki, po górkę - i tak w kółko! :)






Dalej nie idę! :D








Gdzie jest Wally? :D

I zbliżenie - Wally oczywiście wżera lody :D


Einstein <3




Generalnie Dubrovnik jest prześliczny! Niezbyt duży ale naprawdę zapiera dech z piersiach. Można spacerować albo siedzieć i podziwiać - obie opcje uskuteczniałyśmy :)  Niestety nie mam talentu do robienia zdjęć dlatego nie oddają one całego piękna i niesamowitego charakteru miasta ale jak najbardziej polecam wszystkim odwiedzenie tego miejsca!!!

wtorek, 21 maja 2013

Auto Stop Race cz.4 - jak udało nam się dotrzeć do mety!


Część 1: Auto Stop Race cz1. Wrocław-Brno
Cześć 2: Auto Stop Race cz.2 Brno-granica Chorwacka-Maribor
Część 3: Auto Stop Race cz.3 - czyli jak udało nam się wydostać z Mariboru i utknąć na Chorwackiej autostradzie


Poniedziałek, 29.04.2013r

ok. 11:20 - Utknęłyśmy przy autostradzie... znowu! Siadamy na trawie i uporczywie wpatrujemy się w mapę  próbując zorientować się gdzie jesteśmy i jak się stąd wydostać. Na domiar złego kończy nam się woda, a słońce powoli daje nam się we znaki. W pewnym momencie zauważamy zbliżający się samochód - kamper (nie mylić z karawanem to moja specjalność ;)) - HURA! Jesteśmy uratowane! Z uśmiechem na twarzy podchodzę do kierowcy, który podejrzliwie mi się przygląda. Krótka rozmowa i... okazuje się, że starsze małżeństwo z Niemiec nie może nas zabrać, bo mają tylko 2 miejsca, a w środku nie może jeździć więcej pasażerów, bo to niezgodne z przepisami... No tak, porządek musi być ;) Ze smutkiem idę przekazać wieści Oli, kamperowcy cieszą się, że sobie wreszcie poszłam nie wiedzą jednak, że za chwilę wrócę z prośbą o wodę (dostałyśmy od nich całą butelkę :)), a potem przeszkodzę im po raz trzeci niemalże błagając o podwózkę na najbliższą stację - nie przyniesie to żadnych efektów...W tym samym czasie Ola wyrusza na autostradę gdzie zauważa robotników dłubiących coś w drodze - nie wiem jak Ola to zrobiła ale przekonała drogowców, żeby nas podwieźli na najbliższą stację! Musimy tylko poczekać 10 minut!


12:10 - Robotnicze '10 minut' zamienia się w pół godziny. Kiedy w końcu po nas przyjeżdżają okazuje się, że to nie są Ci sami robotnicy z którymi rozmawiała Ola (tamtych wciąż widać przy drodze). Od drogowców dowiadujemy się, że nie możemy łapać na autostradzie i że oni w takim wypadku muszą powiadomić policję - koledzy po to po nich zadzwonili :o O nie! Umowa była inna... Zaczynamy prosić robotników o podwózkę na stację, że beznadziejna sytuacja, że wcale tutaj nie łapiemy, że nie mamy jak się stąd wydostać. Nutka desperacji w naszym głosie i panowie miękną! :D Jedziemy na stację - cel osiągnięty! Kiedy drogowcy dowiadują się, że jesteśmy z Polski zaczynają mówić po Chorwacku twierdząc, że zrozumiemy...  Jednak Chorwacki okazuje się nie być naszą mocną stroną więc drogę pokonujemy w milczeniu - na szczęście to tylko 15minut jazdy! :)

12:30 - Cywilizacja! Podczas gdy Ola ma przerwę obiadową ja nagabuję kierowców - wybór mam spory ale nikt nie zgadza się nas zabrać ze względu na brak miejsc, nie ten kierunek czy... politykę autostopową - nie zabieram autostopowiczów koniec kropka :( Może Ola będzie miała więcej szczęścia - zamieniamy się miejscami. Jak miło jest siedzieć na krawężniku delektując się bułką i sokiem pomarańczowym!

Obiad za 6euro na stacji zawsze spoko! :D

13:00 - Buła zjedzona, jeszcze tylko napić się soczku i kiedy się podnoszę, pełna zapału chcąc podchodzić do kierowców, woła mnie Ola - mamy podwózkę! Cóż za perfekcyjna synchronizacja :D Po powrocie ze sklepu nasz Chorwacki kierowca przynosi nam po batoniku, bo jesteśmy jego gośćmi - oooo! :)  Z kierowcą rozmawia się bardzo miło - jest to człowiek z kategorii "ale kochany i miły"! Opowiada nam o Chorwacji i przytacza różne ciekawostki.


Chorwat odwozi nas na stację benzynową gdzieś na końcu autostrady (bo on jedzie dalej w stronę Bośni) a tam od razu podbiega do nas niebieski ASRowiec mówiąc, że jest jedną z 2óch par która utknęła na tej stacji - ponoć czekają na podwózkę od 4tej rano ! Tłumaczymy to naszemu kierowcy i w wyniku szybkiej decyzji nasze plecaki znów lądują w bagażniku jego wygodnego samochodu - jedziemy razem do Metkovic :) Jest to mała miejscowość na granicy z Bośnią skąd ponoć bardzo dużo Bośniaków jedzie w kierunku Dubrovnika i nie powinniśmy mieć problemu ze złapaniem czegoś.

Czemu nikt mi nie powiedział, że mam takie siano na głowie? :o Nie dziwię się, że kierowcy dziwnie na mnie patrzyli jak do niech podchodziłam ;)

16: 20 - Witamy w Metkovic! Na koniec nasz kierowca powiedział nam gdzie najlepiej łapać i wspomniał, że kilkaset metrów dalej jest dworzec autobusowy i autobus do Dubrovnika - 'jakbyście chciały trochę oszukać' :D

So close!


18:00 - Próbowałyśmy łapać w kilku miejscach i ciągle nic. Przychodnie przyjaźnie się do nas uśmiechają ale dla samochodów jesteśmy chyba niewidzialne... W pewnym momencie jakiś chłopiec zwraca nam uwagę, że mamy źle napisane Dubrownik - powinno być przez 'v'. Poprawiamy tabliczkę ale nie przynosi to żadnych efektów. Chwilę później chłopiec wraz z koleżanką wraca do nas i wdajemy się w rozmowę. Dzieciaki były naprawdę sympatyczne!


Dlaczego nikt się nie chcę dla nas zatrzymać? Wyglądamy jakoś dziwnie czy co?
Chłopiec: No... Masz takie czerwone policzki!

Hahaha :D Wódz czerwona twarz zawsze do usług ;)

Dziewczyna po drugiej stronie ulicy zaczyna krzyczeć coś do naszych dzieciaczków.

Ta dziewczyna pytała się kim jesteśmy?
Tak. Skąd wiesz?
No wiesz Polski jest trochę podobny do Chorwackiego i zrozumiałam.
Ale super :D
Dziewczynka: To była moja starsza siostra... Nie lubię jej.
Naprawdę. Dlaczego?
Powiedziała, że poskarży się mamie, że rozmawiam z obcymi.
A moi rodzice są fajni i pozwolili mi z Wami rozmawiać!

Hihihi jestem obcym z którym dzieci nie mogą rozmawiać :D


Przed 19tą decydujemy się pojechać do Dubrovnika autobusem, bo niestety kierowcy nie są aż tak sympatyczni jak piesi! No trudno...

19:10 - Poproszę dwa bilety do Dubrovnika. - Niestety autobus odjechał 10 minut temu :o Ale jak? Przecież byłam tu wcześniej i nie mogąc rozszyfrować Chorwackiego rozkładu pytałam jakąś panią o to kiedy odjeżdża autobus do Dubrovnika - o 19:40! - Nie, nie. O tej godzinie przyjeżdża... Odjechał 10minut temu! A następny? -Ano o 23... Ehh... Wracamy na skrzyżowanie. Rozkładamy się na trawie i tak sobie odpoczywamy przez kolejne dwie godziny - wprawiając w zdumienie przechodniów i co rusz wywołując uśmiech na czyjejś twarzy :D


Kolacja :D

Ok. 21ej zaczyna robić się chłodno więc decydujemy się zaprzestać bycia główną atrakcją miasta i przenosimy się na dworzec. Po drodze mijamy 2 skąpo ubrane dziewczyny, które stoją przy drodze i też łapią... ale nie stopa ;) Dość szybko zatrzymuje się dla nich samochód... a my głupie tyle czekałyśmy ubrane w zabudowane ASRowe koszulki! ;)


Na dworcu obowiązkowo kawka i rozmowa ze wszystkimi ludźmi po kolei - co rusz dostajemy od nich sprzeczne informacje typu 'nie ma autobusu do Dubrovnika o 23', 'skoro pan z informacji powiedział Wam, że jest taki autobus to chyba jest'. Możecie więc sobie wyobrazić naszą niepewność i ogromną radość po przyjeździe autobusu! O ile Metkovic w dzień wydawał się przyjaznym miastem o tyle dworzec autobusowy w nocy nie należał do najprzyjemniejszych miejsc i nie chciałabym tam utknąć do rana!

23:00 - 01:00 Metkovic - Dubrovnik 60 kun za bilet + 8 kun za bagaż

01:05 - 01:20 Dubrovnik - Kupari - taxi za 120 kun :o Burżuazja musi być! ;) A tak serio to nie miałyśmy już siły czekać na ranny autobus do Kupari (jakoś o 6tej miał być), bo na dworcu autobusowym tak średnio można rozstawić namiot :D

Przybywamy na metę jako 263 team z czasem 63h i 09 minut! :) 

Bo lubię statystyki w tabelkach :D


Wyświetl większą mapę

wtorek, 14 maja 2013

Auto Stop Race cz.3 - czyli jak udało nam się wydostać z Mariboru i utknąć na Chorwackiej autostradzie

Część 1: Auto Stop Race cz1. Wrocław-Brno
Cześć 2: Auto Stop Race cz.2 Brno-granica Chorwacka-Maribor

Niedziela, 28.04.2013r

Ok. 21: Po kilku minutach Ola postanawia zbadać teren i wyrusza na poszukiwanie cywilizacji. Nasza trójka stoi bezradnie z "HELPem" przy rondzie i powoli zaczynamy sobie uświadamiać beznadziejność naszego położenia. A może by jednak spróbować na tej autostradzie? Szansa na jeszcze jedną inspekcję policji nie jest chyba aż tak duża? A jak nic nie znajdziemy to rozstawimy namiot na rondzie! Ciekawe czy za to też grozi mandat... Takie rozmyślania towarzyszą nam w oczekiwaniu na Ole, czasem jeszcze uśmiechniemy się i pomachamy do przejeżdżającego samochodu by w następnej chwili zdać sobie sprawę, że jest to kolejny lokalny kierowca, który autostradę omija szerokim łukiem. Naprawdę na tym rondzie jest więcej pieszych niż kierowców...

Kilka minut później wraca Ola, z uśmiechem na twarzy informując nas, że mamy podwózkę do pobliskiej stacji benzynowej! Kierowca który ma przyjechać za chwilę zgodził się pod wpływem namów Oli a także dzięki przechodniom którzy opowiedzieli mu o nas - biednych dziewczynach stojących przy rondzie z napisem 'help' na karimacie...  Czyli 'help' jednak pomaga! ;)

Nasze rondo odnalezione w google maps ;)

Kiedy tak czekamy na naszego wybawcę przy rondzie zatrzymuje się jakiś samochód. Czyżbyśmy miały aż tyle szczęścia? Nieeee to tylko nasi... Dosłownie kilka sekund po odjechaniu ich samochodu przyjeżdża nasz kierowca - zatrzymuje się przy tamtej grupce niebieskich autostopowiczów a oni już chcą wsiadać do samochodu! Ola jednak krzyczy do kierowcy, że to nie tych ludzi miał wziąć - uff sytuacja uratowana, jednak mamy naszego stopa! ;) Miły Słoweniec proponuje nam podwózkę aż do granicy - ciekawe czy tym razem uda nam się wejść na teren Chorwacji ;)

20minut później jesteśmy na miejscu. Z obawą przekraczamy granicę jednak tym razem nie mamy żadnych problemów i już za chwilę cieszymy się z osiągnięcia pierwszego sukcesu - jesteśmy w Chorwacji! Za przejściem spotykamy 2 dziewczyny od nas, w sumie jest nas 6... Ciężko będzie coś złapać, bo ruch mały.

Próbujemy, próbujemy i nic... Niedługo mają ruszyć TIRy, może wtedy coś się uda... Już nawet pytamy kierowców autokratorów ale Ci twierdzą że nie mogą nas zabrać... Zza granicy dochodzą kolejne osoby. Czasem komuś uda się coś złapać, my niestety nie mamy tyle szczęścia. Wybija 22:00 z braku lepszych perspektyw postanawiamy ruszyć na parking TIRów który mijałyśmy wcześniej - cofamy się do Słowenii i zaczynamy spacer "tylko nie idź w stronę światła" - zagłębiamy się w ciemność, zastanawiając się czy kierowcy nas widzą... Oby! W pewnym momencie zgodnie stwierdzamy, że parking nie jest tak blisko jak nam się wydawało i... postanawiamy zawrócić. Gdy wracamy na granicę okazuje się, że już nikogo tam nie ma - widocznie wszyscy coś złapali. Mimo kilku samochodów chętnych podwieźć nas do Zagrzebia postanawiamy rozbić obozowisko właśnie na granicy! Przechodzimy kawałek dalej, żeby nie narazić się celnikom i... natrafiamy na kolejne przejście graniczne! Tym razem podczas kontroli skanują nasze paszporty. Znów mamy do pokonania kawałek drogi, żeby nie rozbijać namiotu tuż pod okiem celników. Znajdujemy dogodne miejsce obok autostrady na jakiejś górce, rozstawiamy namiot i szybko zasypiamy mając nadzieje, że żadna policja czy inna służba celna nie obudzi nas w nocy ;)


Poniedziałek, 29.04.2013r

06:30 - HURA! Nikt nas w nocy nie obudził. Wychodzimy z namiotu i okazuje się, że wykorzystałyśmy wszystkie pokłady szczęścia, bo na dole stoi policjant, który dziwnie nam się przygląda - no tak niebieski namiot na górce przy autostradzie rzuca się w oczy... Pełne obaw schodzimy na dół, okazuje się jednak, że bardzo miły policjant chce nas tylko wylegitymować i sprawdzić czy nie jesteśmy nielegalnymi imigrantami, namiot przy autostradzie w ogóle mu nie przeszkadza! Po szybkim sprawdzeniu dowodów mamy pozwolenie na powrót na górę gdzie już w spokoju zwijamy namiot by po chwili powrócić pod granicę i zacząć łapanie! :)

07:13 - Kciuk do góry, uśmiech nr 10 i łapiemy! Dziewczynom dość szybko udaje się złapać stopa do Zagrzebia - do zobaczenia w Dubrowniku! :) Dla nas zatrzymuje się kierowca samochodu dostawczego, oferuje nam 2 miejsca lecz kiedy chcemy wsiąść z jego ust pada pytanie "What can you do for me?" - no cóż... Temu panu już podziękujemy. Łapiemy dalej. Ola przy drodze a ja pytam tirowców od których słyszę tylko, że oni owszem mogą nas podwieźć ale tylko do Zagrzebia i to dopiero za 2-3h bo teraz czekają na sprawdzenie dokumentów. Niektórzy z nich dają mi też dobre rady typu "musisz zrobić sobie tabliczkę z napisem miejscowości i stać przy drodze" - no tak na pewno bym na to nie wpadła! ;) Mimo wczesnej pory słońce grzeje pełną parą...

09:20 - Podchodzę do kolejnej osobówki która zaparkowała przy mini poczcie. Z samochodu wyłania się młoda dziewczyna. "Hej. Jedziesz do Zagrzebia?" "Nie. Do Senj". Szybki look na mapę i... hej to nawet lepiej, bo to przy autostradzie na Dubrownik! Okazuje się, że mila Słowenka chętnie nas zabierze o ile nie przeszkadza nam duży pies podróżujący wraz z nią. Oczywiście, że nie przeszkadza! W tym momencie tak bardzo chcę się wyrwać z tego miejsca, że nawet gromada kotów by mi nie przeszkadzała ;)


Podczas gdy Ola zasypia ja dowiaduje się od Ani wielu ciekawych rzeczy na temat Słowenii. Nie wiedziałam, że nasze kraje mają aż tyle wspólnego (między innymi długie kolejki do lekarzy :D). Po 2h jazdy zbliżamy się do celu. Naprawdę nie wiem kiedy ten czas zleciał tak miło mi się rozmawiało! Ania zostawia nas w punkcie odpoczynku dla podróżnych. Pamiątkowe zdjęcie na pożegnanie i zostajemy same.


Kilka minut później zdajemy sobie sprawę, że to jednak nie jest dobre miejsce na dalsze łapanie stopa. Jesteśmy bowiem na pustkowiu... Zresztą sami zobaczcie:


Może i nie ma łazienki czy sklepu ale jest plac zabaw!

Ależ się rozpisałam! Nie chcę Was aż tak zanudzać więc kolejna część już wkrótce! :)

Maribor-granica-Jezerane ok. 220km
Część 4: Auto Stop Race cz.4 - jak udało nam się dotrzeć do mety!